facebook kanal rss zapisz sie do newslettera
Home
link lodolamacze link do strony www.ekspertpopon.pl link do strony fazon.pl baner sejm

POPON w obronie posliego handlu

Poradnik POPON

ustawa o rehabilitacji

link skcji atykulw dialog spleczny

Lider aktywizacji  Kreator zatrudnienia
2016_nowi czlonkowie POPON

Wielkość czcionki: A A A

Rozmowa Gazety Wyborczej z Andrzejem Kawą właścicielem firmy Glutenex, firmy członkowskiej POPON

Dodano: 2014-04-10 10:49:39

  

MARTA PIĄTKOWSKA: 58 proc. pana pracowników to osoby niepełnosprawne. Dlaczego?

 

Andrzej_KawaANDRZEJ KAWA: W połowie lat 80. z żoną i synem założyłem firmę produkującą żywność dla chorych na celiakię i fenyloketonurię. Wtedy poza nami było tylko jedna taka firma: Celiko, której założycielem był doktor Kosicki. To on przekonał mnie do produkcji takiej żywności. Już wtedy zgłaszała się do nas młodzież z poznańskich szkół zawodowych: cierpieli na schorzenia pokarmowe, pytali, jak można im pomóc. Podpisałem umowę z Zespołem Szkół Zawodowych nr 2 w Poznaniu przy ulicy Żniwnej i firma przekształciła się w zakład przyuczający do zawodu. To był mój pierwszy kontakt z osobami niepełnosprawnymi – wtedy stanowiły do 30 proc. naszych uczniów. Zaczynaliśmy od zaopatrywania najbliższej okolicy, a po kilku latach towar woziłem po całym kraju. Pracowałem po kilkanaście godzin, siedem dni w tygodniu.

 

Co pana tak napędzało?

– Dostarczałem chleb do szpitali i widziałem, jak dzieciaki bardzo go potrzebują. Niektóre dzięki nam pierwszy raz w życiu mogły zjeść kanapkę czy przyjąć komunię świętą. Były tak chore, że nawet tego im nie wolno było.

 

Żona była zła, że pan tyle pracuje?

– Oczywiście, że nie, to ona najbardziej mnie w tym wszystkim wspierała. Bez niej nie dałbym rady. Pracowała na pół etatu w spółdzielni, a potem przychodziła do zakładu, prowadziła dom, opiekowała się synami. Z czasem zaczęło zgłaszać się do nas coraz więcej osób niepełnosprawnych. Wtedy z żoną podjęliśmy decyzję, że przekształcimy firmę w zakład pracy chronionej.

 

Jakiego rodzaju niepełnosprawności mają pana pracownicy?

– Są to osoby ze skoliozą, chorobami ruchu, lekkim upośledzeniem umysłowym, chorzy psychicznie, osoby niesłyszące i niemówiące.

 

Ktoś panu doradzał ich zatrudnienie?

– Koledzy z Cechu Rzemiosł Różnych raczej pytali, po co biorę sobie ta- ki kłopot na głowę, i to w branży o tak restrykcyjnych normach higienicznych. Przekonywali, że to trudna i niewiele potrafiąca młodzież. Niektórzy tłumaczyli, że od opieki nad nimi jest państwo. A przecież państwo to my.

 

Jak pan podzielił pracę?

– Na dwie osoby niepełnosprawne przypada jeden opiekun, który cały czas nadzoruje ich pracę. Patrzy, czy dobrze wykonują obowiązki, przestrzegają za- sad higieny, jak się czują, z czym mają kłopot, czy nie są agresywne. Oni wiele czynności wykonują wolniej, muszą robić dłuższe przerwy, czasem tracą zręczność i zamiast postępu widzimy regres. Ale to bardzo ambitne osoby, które wiele od siebie wymagają i to, co robią, chcą wykonywać jak najlepiej. Dlatego denerwują się czasem, gdy coś im nie wychodzi. W takich sytuacjach brygadzista pomaga im się uspokoić i wrócić do wykonywanego zajęcia.

 

Jakie prace wykonują?

– Część odpowiedzialna jest za pakowanie żywności, inni za zamykanie opakowań, naklejanie etykiet. Kilka osób pomaga piekarzom, reszta utrzymuje czystość w zakładzie. Staramy się przyjmować każdego niepełnosprawnego, który chce u nas pracować i rozumie, że przy pracy w zakładzie produkującym żywność najważniejsza jest higiena i przestrzeganie obowiązujących zasad.

 

Wszyscy są potrzebni?

– Były podpowiedzi ze strony ekspertów, by część z nich zwolnić, to firma będzie lepiej prosperować, ale postanowiliśmy tego nie robić.

 

A czemu pan to rozważał?

– Przy całej chęci pomocy niepełno- sprawnym nie możemy zapominać, dla kogo produkujemy żywność. Jesteśmy odpowiedzialni za zdrowie naszych odbiorców. Minimalne złamanie zasad higieny może doprowadzić chorego do bardzo ciężkiego stanu. A nasi pracownicy czasem zapominali umyć ręce, założyć rękawiczki czy maskę ochronną. Ale zdecydowałem, by zamiast redukować zatrudnienie, zainwestować w system monitoringu i nagłośnienia. Teraz cała linia produkcyjna jest pod stałym nadzorem. Kamery zamontowano również w lukach przejściowych do sanitariatów. Jeżeli ktoś opuścić sanitariaty bez umycia rąk, z głośnika usłyszy przypomnienie. Nigdy nie zwracamy się w takich sytuacjach po imieniu i nazwisku, to bezosobowa formuła. Nie chcemy nikogo zawstydzać.

 

Zwolnił pan jakiegoś pracownika?

– Nigdy. Podpisujemy umowy czasowe. Jeżeli ktoś ewidentnie zagraża jakości naszych produktów i nie możemy znaleźć mu innego zajęcia, czekam, aż jego kontrakt wygaśnie. Nie chcę, by taka osoba poczuła się odrzucona.

 

Skąd w panu tyle empatii?

– W domu było nas sześcioro. Początek lat 50. to były ciężkie czasy. Wokół też były same rodziny wielodzietne i wielka bieda. Gdybyśmy sobie wtedy nie pomagali, to część by tego nie przetrwała. Stąd dobrze wiem, jak to jest komuś coś podarować, i samemu dostać, kiedy jest się w potrzebie. Poza tym w bliskiej rodzinie mam osobę niepełnosprawną. To ona pokazała mi, czym jest bezinteresowna, szczera wdzięczność.

Zresztą moi pracownicy są bardzo zaangażowani w to, co robią, szanują swoją pracę, zżywają się z firmą. Zbudowali sobie społeczność, wspierają się, podnoszą swoje umiejętności.

 

W stosunku do zdrowych pracowników też jest pan taki wyrozumiały?

– Wszystkich traktuję tak samo. Mam zasadę – najpierw wymagaj od siebie, potem od innych. Jeżeli przychodzi do mnie brygadzista z problemem wydajności pracowników, to pytam, czy sam byłby w stanie zrobić to, czego oczekuje. Niepełnosprawny pracownik wyrabia 45-50 proc. normy zdrowej osoby, trzeba brać na to poprawkę.

 

Konflikty na tym tle są częste?

– Raz w tygodniu spotykam się z kierownictwem i rozmawiamy, co poszło źle, z kim są problemy. Do tego raz, dwa razy do roku opiekunowie niepełnosprawnych uczestniczą w specjalnych szkoleniach, dzięki którym lepiej radzą sobie ze swoimi obowiązkami. A raz do roku organizujemy kilkudniowe wyjazdy integracyjne. Biorą w nich udział głównie osoby niepełnosprawne, to dla nich bardzo ważne, czują się wtedy docenione, ważne i potrzebne.

 

Przy firmie działa też przychodnia. Tam odbywają się m.in. zajęcia rehabilitacyjne, które w 25 proc. prowadzimy na własny koszt, bo potrzeby przewyższają refundację. Dodatkową rehabilitację przeprowadzamy nie tylko dla naszych pracowników, ale również mieszkańców gminy Tarnowo Podgórne.

 

Często dokłada pan do interesu?

– Mam 67 lat. Firma trzy razy była na skraju bankructwa, ale wciąż wychodzimy z problemów i dalej prosperujemy. To całe moje życie. Wzruszają mnie wizyty – wycieczki po zakładzie, zwłaszcza dzieci, kiedy objaśniam im, jak produkuje się chleb i opłatki. Mogę wtedy przekazać w moich opowiadaniach szacunek do kromki chleba, który ja wyniosłem z domu rodzinnego.

 

Jednym słowem sielanka.

– Prawie… Od 1 kwietnia tego roku w życie weszła ustawa, która pod względem dofinansowania przez PFRON stawia na równi zwykłe firmy i zakłady pracy chronionej. Oznacza to, że takim firmom jak moja ciężej będzie dostać dofinansowanie, dzięki któremu możliwe jest zatrudnianie niepełnosprawnych.

 

Czas stworzyć silną reprezentację przedstawicieli zakładów takich jak mój, którzy znają temat od podszewki. Jeśli ustawa spowoduje spadek zatrudnienia wśród niepełnosprawnych, to kto policzy koszty społeczne i wyceni ludzkie dramaty z powodu wykluczenia?

 

To jedyny przepis, jaki utrudnia prowadzenie zakładu pracy chronionej?

– Z natury nie skupiam się na przeszkodach. Kiedy PFRON przysyła kolejną kontrolę, która sprawdza, czy wszyscy pracownicy są niepełnosprawni w takim stopniu, jak podano w dokumentach, nie wnikam w to.

Są też dobre strony. Zwolnienie z podatku od nieruchomości oraz dopłaty do wynagrodzeń osób niepełnosprawnych, co częściowo rekompensuje koszty. Ale nie jestem aptekarzem, żebym ważył wady i zalety, ponieważ kieruje mną inna filozofia pracy.

 

O czym muszą wiedzieć osoby chcące założyć zakład pracy chronionej?

– Przede wszystkim powinny się kierować potrzebą drugiego człowieka, bo niepełnosprawność może dotknąć każdego z nas, a pieniądze w firmie nie powinny być celem, tylko środkiem.

 

Co się stanie z firmą, kiedy przejdzie pan na emeryturę?

– Od ubiegłego roku syn zarządza firmą, a ja z nim będę współpracował, dopóki sił mi wystarczy. Dobrze synów wychowałem. Jestem pewien, że Glutenex da pracę jeszcze wielu niepełnosprawnym osobom.

 

Autor: Marta Piątkowska

Źródło: Gazeta Wyborcza

© 1995-2017 Polska Organizacja Pracodawców Osób Niepełnosprawnych

  • REdan